Nalewka „Onisiówka”
Nalewka „Onisiówka”
Produkt wpisany na listę produktów tradycyjnych
  • w dniu 2006-05-09
  • kategoria Napoje
  • województwo woj. pomorskie

Wygląd:

Szklane butelki, zakorkowane i zalakowane naturalnym woskiem pszczelim, butelka opakowana w lnianą torebkę-nosidełko

Kształt:

Rozmiar:

Butelki o pojemności: 0,25 l, 0,33 l, 0,5 l w zależności od potrzeb

Barwa:

Kolor miodowy o odcieniu jasnozielonym, nie w pełni sklarowany, gdyż jego komponenty nie są przetwarzane, a ich jedynym „rozpuszczalnikiem” jest spirytus

Konsystencja:

Płynna

Smak:

W smaku wyczuwalna goryczka, w zapachu wyczuwalny bukiet specjalnie dobranych miodów, syropu z kwiatów czarnego bzu i spirytusu Deklarowane poziomy np.: zawartość alkoholu (w %), współczynnik pH, aktywność wody, inne wskaźniki Zawartość alkoholu około 40% +/- 2%

Dodatkowe Informacje:

Wszystkie komponenty łączy się bez żadnego ich przetwarzania (podgrzewanie, destylacje), aby nie niszczyć naturalnych składników miodu i syropu z kwiatów czarnego bzu; nalewka „Onisiówka” nie zawiera żadnych konserwantów

Tradycja:

Nalewki spirytusowe na bazie miodu, a taką właśnie nalewką jest „Onisiówka”, znane są od dawna. W czasach Rzeczypospolitej Obojga Narodów nalewki, nie tylko z miodu, sporządzano w każdym zaścianku, dworze, magnackiej rezydencji, a niektóre pilnie strzeżone receptury swoimi korzeniami sięgały średniowiecza. Wytwarzano nalewki od wytrawnych po półsłodkie. Od słabych (zawierających 30% alkoholu) do bardzo mocnych, mających nawet do 75% czystego alkoholu. Taką właśnie bardzo znaną nalewką na bazie miodu jest krupnik, w skład którego wchodzą: spirytus, miód, cynamon, goździki, imbir, gałka muszkatołowa i wanilia (moc od 40 do 75%). Recepturę wyrobu krupniku opisał Jan Cieślak w książce Domowy wyrób win (1985 rok). Ponieważ nalewki miodowe były wytwarzane na użytek domowy, ze względu na ich właściwości lecznicze i rozgrzewające, trudno natrafić na pisemne receptury ich wyrobu. Pomorskie pszczelarstwo ma bardzo bogate tradycje. Pierwsze udokumentowane wzmianki na jego temat sięgają 1766 roku (zabór pruski), kiedy to powstało Stowarzyszenie Gospodarczo-Pszczelarskie zrzeszające między innymi pomorskich bartników. Do dzisiaj pszczelarstwo na Pomorzu rozwija się dobrze, a miody pozyskiwane w czystym środowisku tego regionu zyskują uznanie konsumentów z całego kraju i zza zagranicy. Pasieka „Wędrowna Barć” stacjonuje we wsi Krzemienica pod Słupskiem, w gospodarstwie chłopskim z I połowy XIX wieku i właśnie stąd pochodziły najważniejsze składniki „Onisiówki” – miody. W gospodarstwie prowadzona jest agroturystyka edukacyjna promująca pszczelarstwo i zdrowotne właściwości produktów pszczelich. Od 1996 roku pozyskiwane są różne gatunki miodów z okolicznych pożytków pszczelich: rzepakowy, wielokwiatowy (z malin leśnych, roślin łąkowych i leśnych), gryczany, lipowy oraz wrzosowy. Wcześniej miody do wyrobu „Onisiówki” były kupowane od pszczelarzy z regionu słupskiego. Okoliczne lasy i obejścia wiejskie dostarczają drugiego ważnego surowca – kwiatów czarnego bzu, z których sporządza się syrop tzw. hyczkę. Kwiaty czarnego bzu, a szczególnie ich właściwości lecznicze (działanie przeciwgorączkowe i napotne zapobiega przeziębieniom, grypie oraz zimowym infekcjom), były wykorzystywane w gospodarstwach domowych od bardzo dawna. Jak wynika z zapisów ulubioną kąpielą władczyni Egiptu, Kleopatry, było pławienie się w odwarze z kwiatów czarnego bzu. Połączenie tych produktów (miodów i syropu z kwiatów czarnego bzu) ze spirytusem daje nalewkę „Onisiówkę” o działaniu zarówno charakterystycznym dla alkoholu, jak i leczniczym. W smaku wyczuwa się miód, którego delikatna słodycz przechodzi w goryczkę pochodzącą z hyczki. Sporządzanie nalewki „Onisiówki” według słownych przekazów rodzinnych ma blisko 40-letnią tradycję. Receptura i umiejętność jej sporządzania przeszła z ojca na syna. Alkohol ten był wystawiany podczas szczególnych uroczystości rodzinnych i spotkań koleżeńskich. Zawsze cieszył się uznaniem ze względu na wybitne walory konsumpcyjne i żadna większa uroczystość nie mogła się odbyć choćby bez kieliszka „Onisiówki”.