Śląskie pieczki
Śląskie pieczki
Produkt wpisany na listę produktów tradycyjnych
  • w dniu 2008-02-20
  • kategoria Warzywa i owoce
  • województwo woj. śląskie

Wygląd:

Suszone owoce, skórka pomarszczona, w przekroju zasuszony miąższ

Kształt:

Kawałki owoców, ćwiartki jabłek i gruszek, całe śliwki z pestkami

Rozmiar:

Wielkość 3-4 cm, zależy od wielkości owoców

Barwa:

Barwa zależy od rodzajów owoców; pieczki mogą być czerwone, żółte, zielone, czarne – kolor śliwek zasuszonych

Konsystencja:

Suszone owoce, są miękkie i delikatne

Smak:

Słodki, owocowy smak i zapach owoców z nutką dymu

Dodatkowe Informacje:

Tradycja:

Pieczki to suszone owoce z drzew owocowych, popularne od dawien dawna do dzisiaj na obszarze Śląska, a przede wszystkim Śląska Cieszyńskiego. Z licznych na tym terenie przydomowych sadów zbierane były i są owoce: śliwki, jabłka i gruszki, a w myśl zasady „nic nie może się zmarnować” powstał pomysł suszenia owoców. Również w przeszłości niedobór pożywienia na tym obszarze sprawił, że okoliczna ludność wykorzystywała wszystkie dary natury, by zaspokoić głód. Pieczki, czyli suszone owoce, po dziś dzień wykorzystuje się w gospodarstwach domowych do sporządzania smacznego kompotu. Napój z pieczek podawany jest tradycyjnie podczas wigilii Świąt Bożego Narodzenia. W przeszłości podawano je również dzieciom jako słodkie, zdrowe i sycące smakołyki umilające, zwłaszcza zimą, drogę do szkoły. Józef Ondrusz w Pożywieniu Ludu Cieszyńskiego (w: Płyniesz Olzo…. Zarys Kultury Materialnej Ludu Cieszyńskiego, praca zbiorowa pod redakcją Daniela Kadłubca, t. 2., Ostrawa 1972 r., s. 196-197) pisze: Wieczerza wigilijna składała się z kilku dań. Jako pierwsze podawano strucle z mlekiem, potem cienkie kiszki wieprzowe nadziewane żółtą kaszą, ugotowane w zupie i doprawione śmietaną, zupę grochową lub groch ugotowany na sucho i potłuszczony masłem, zupę fasolową z pieczkami, czyli suszonymi jabłkami, gruszkami i śliwkami, grysik, kapustę z ziemniakami i wędzonym mięsem (…) Z owoców były na godowym stole świeże jabłka i gruszki oraz suszone śliwki. Pragnienie gaszono ugotowanymi i posłodzonymi pieczkami. Dalej w wyżej cytowanym wydawnictwie czytamy (s. 187-188): Nie było od dawien dawna ani jednej chałupy na Śląsku Cieszyńskim, gdzie by nie hodowano drzew owocowych. W sadach, na przychaciach, koło polnych dróg i na miedzach wysadzano przede wszystkim jabłonie, śliwy i grusze, rzadziej zaś czereśnie i wiśnie. Część urodzaju zawożono na targ do miasta, część zużywano na co dzień lub przechowywano w stanie świeżym dla własnego użytku, albo też odpowiednio przetwarzano na zapasy zimowe. Najdorodniejsze a równocześnie najwytrzymalsze odmiany jabłek i gruszek przechowywano w piwnicach, komorach lub na strychach, mniej wytrzymałe krajano na krziżalki, czyli ćwiartki albo jeszcze mniejsze części, i suszono na piecu lub w rurze na pieczki. Śliwki węgierki również suszono lub smażono z nich powidła (…) Ze wspomnianych już wyżej suszonych owoców gospodynie gotowały warzone pieczki, czyli kompot owocowy. Józef Ondrusz w Obrzędach i zwyczajach (w: Płyniesz Olzo…, op. cit., t. 1., Ostrawa 1970 r.) opisuje zwyczaj wigilijny (s. 204): Wieczerza wigilijna u zamożniejszych gospodarzy była obfitsza, u biedniejszych chałupników lub komorników – skromniejsza. Na pierwsze danie podawano kiedyś struclę z mlekiem. Jeżeli w domu było świniobicie, to następnie podawano moczkę z świńskiego bachora. Był to sos z żołądka wieprzowego na śmietanie. Gdy świniobicia nie było, musiano się zadowolić powidlaną moczką z buchetkami albo grochówką z chlebem. Jedzono również kiszoną kapustę z wędzonką i ziemniakami. By zaspokoić pragnienie, podawano ugotowane w wodzie i osłodzone pieczki jabłczane, śliwkowe i gruszkowe. W artykule Marii Pilch do Głosu Ziemi Cieszyńskiej nr 40/75 pt. Z nolepy i piekarskiego pieca czytamy: Dobre też były pieczki. Na jesień, jak już były jabłka-polki, gruszki-polki (polne) i śliwki-węgierki, nasuło się jich pełny kosz do ciepłego piekarskiego pieca, już po upieczeniu chleba. Pieczki były uwolane w popiele, ale na to się tam żaden nie dziwoł. Przinosiły je ciotki dziecka, jak szły kany z nowiydzką. Na bómbóny żoden ni mioł piniedzy, tóż były ty pieczki.